Archiwa tagu: marzenia

Spółdzielnia i jabłko

W latach 60. peerelowskiej powieści dla dziewcząt zarzucano, że jej bohaterki zbyt często pochodzą z miejskich, dobrze sytuowanych rodzin inteligenckich, że ich obyczaje i pragnienia są klasowo ograniczone i że jako takie nie powinny kształtować dążeń czytelniczek o rozmaitym przecież backgroundzie społecznym. Z niejakim potępieniem nazywano gatunek literaturą tergalową (tergal to – jak tłumaczy Jedna z Czytelniczek Bloga – rodzaj sztucznej, dość drogiej, modnej tkaniny). Teraz, w drugim odcinku minicyklu o dziewczęcych marzeniach, przyjrzymy się przykładom tendencji odwrotnej.

Do powieści propagujących odmienne wzorce aspiracji należy adresowana do młodszych czytelniczek Cesia Natalii Rolleczek (1971, ale powstała wcześniej, bo w 1969 dostała nagrodę w konkursie Naszej Księgarni).

Cesia Maria Uszacka (1) Cesia Maria Uszacka (2)

Obwoluta i (niżej) ilustracje Marii Uszackiej

Tutaj wspólne marzenie dwóch dziewcząt rodzi się z własnego nieszczęścia rezonującego ze zgryzotami innych. Cesia i Wiesia marzą o założeniu wiejskiej spółdzielni, uprawie roślin, hodowli zwierząt, pasiece, nowym domu. Gospodarstwo będzie autarkiczne, ewentualne nadwyżki produktów sprzeda się w mieście. Założycielki nie zgadzają się jeszcze co do szczegółów (np. czy chcą mieć telewizor, czy nie), ale przysięgają wierność sobie nawzajem i projektowi. Cesia jest przybyszką ze wsi, upokarzaną przez miejskich kuzynów. Spółdzielnia już w fazie projektu stanowi dla niej źródło dumy. Wbrew własnej woli musiała opuścić dziadków i przenieść się do Krakowa, gdzie od jakiegoś czasu pracuje (jako pielęgniarka w Nowej Hucie) jej owdowiała mama, która ma wielkomiejskie ambicje i pogardza wiejskim stylem życia. Cesię zamierza wychować na miejską dziewczynę. Na razie mama dużo pracuje, by zarobić na mieszkanie, i stara się o nowego ojca dla córki, toteż nie może się nią zajmować – mieszkają osobno.

Wiesia mieszka w Domu Młodzieżowym, przez co też odstaje od rówieśników. Rodzice ją porzucili („Każde w innym mieście. Kiedyś ci opowiem”). Przyjaźń i marzenie o spółdzielni znaczy dla niej jeszcze więcej niż dla Cesi. Podobnie dla Marka, sieroty, uciekiniera z domu dziecka, i Laszla, cygańskiego chłopca, który chce się uczyć, mimo że wujek mu zabrania. Wujek, jak inni Cyganie, dostał mieszkanie i pracę w Nowej Hucie, ale z tęsknoty za taborowym życiem pije i bije Laszla. Chłopak woli poniewierkę bezdomności i dorywczych prac. W przyszłości – ustalają to już teraz – będzie mężem Cesi i ważnym członkiem spółdzielni.

Od razu widać, że nie o produkcję rolną tu idzie. Będzie ona środkiem do celu, czyli zawiązania się nietypowej rodziny z wyboru dla ludzi rodzin pozbawionych lub mających inne niż biologiczni krewni pomysły na życie. Już teraz więź z małymi spółdzielcami jest dla Cesi ważniejsza niż fizycznie i kulturowo odległa mama. Dziewczynka chwilowo przystaje na tradycyjny, choć pozornie nowoczesny, projekt mamy (trzeba mieć mieszkanie w mieście, trzeba zrekonstruować typową rodzinę zdekompletowaną przez śmierć). Nie chce jej robić przykrości. Ale gdy tylko stanie się to możliwe, wybierze inny model.

Już się do tego przygotowują. Już dzielą role. Cesia i Wiesia będą wszystko organizować, bo na chłopców nie można liczyć. Już planują kursy rolnicze. Kto czego powinien się nauczyć. Ile będzie drzewek w sadzie. I że to życie będzie lepsze niż życie babci i dziadka Cesi dzięki łazience i studni (?). Już im lżej, bo „czeka na nich wymarzone miejsce, gdzie chce się żyć i pracować!”. Pewien problem dla przyjaciółek – zagorzałych kinomanek – stanowi brak na wsi kina. Ale tylko przez moment: „Kino nam niepotrzebne, bo my same możemy kręcić sobie filmy. Takie na wąską taśmę, rozumiesz? I wyświetlać”. Pomysł natychmiast rozwija się w szczegółowy plan nadania wiejskiej egzystencji prestiżu potwierdzonego międzynarodową nagrodą: „My nie będziemy zacofane. Zapiszemy się do klubu amatorskich filmów. Zrobimy film z Modrzan. Może nawet ten film dostanie Złotego Lajkonika?”. Cesia wzdycha: „Jakie to szczęście mieć taką mądrą przyjaciółkę”.

Cesia Maria Uszacka (4) Cesia Maria Uszacka (3)

Jeszcze wyraźniej wiejski wzorzec prestiżu propaguje Anna Kamieńska w powieści Rozalka Olaboga (1968, datowana 1966), też przeznaczonej dla młodszych dziewcząt.

rozal

Okładka Zbigniewa Rychlickiego

Cesia znała wieś, więc tam ją ciągnęło. Rozalka jest miejskim dzieckiem, które spontanicznie wiąże swoje marzenia z małym miasteczkiem.

snapshot20150503215644

Kadry z serialu w reż. Jadwigi Kędzierzawskiej

Ucieka z Krakowa od ciotki, by wreszcie zamieszkać z mamą, która uczy przyrody w prowincjonalnym Borze i uważa, że nie może zabrać ze sobą córki na wynajęty pokój do miasteczka, w którym nie zamierza zapuścić korzeni: „Choć pracowała w Borze już dobrych kilka miesięcy, prawie cały rok szkolny – żyła osobnym, własnym życiem”. Nauczycielka nie wie, co się dzieje, ma uszy zamknięte na plotki, nie chce być wścibska, tymczasem jest wyalienowana. „Rozalka była inna. Rozalka od pierwszego dnia nie była ani obca, ani nowa. Rozalka wcisnęła się wszędzie. Rozalka wiedziała wszystko o wszystkich dla wszystkich. Rozalka była jak chłonna na sprawy ludzkie bibuła”. Lokalne sprawy stają się jej sprawami. Więcej, działa jak katalizator: „Wszędzie gdzie się pojawiła, zaczynało się coś dziać i nigdy z żadnych swoich wypraw, swoich latań – jak to określała matka – nie wracała bez wieści, mało – bez sensacyjnych, szokujących wieści!”.

Tu też specjalna więź między córką i matką zostaje odczarowana. Literatura polska (i nie tylko) pełna jest totalnej matczynej miłości lub jej traumatycznego braku, a także dziedziczenia losu starszych kobiet przez młodsze. Kamieńska (i Rolleczek) nie pisze ani o fatalnej, ani o radosnej reprodukcji wzorca kulturowego w drugim pokoleniu. Matczyno-córczana miłość swoją drogą, a styl życia, hierarchia wartości swoją. Matki – jednostkowe, samotne, wyizolowane – stanowią układ zamknięty, a jednocześnie są grzeczniejsze, posłuszniejsze wobec tradycyjnych nakazów. Córki – uspołecznione, wyposażone w więcej „wypustek” łączących je ze zbiorowością – są odważne i pełne egzystencjalnej inwencji.

Rozalka jest kiepską dziewczynką („ani warkocza, ani jedwabistych włosów, ani żadnej czułości i słodyczy”).

snapshot20150507214206 snapshot20150507214213

Aleksandra Piotrowska w roli Rozalki Bożkówny

Wolałaby być chłopcem

snapshot20150507220052 snapshot20150507220101 snapshot20150507220128 snapshot20150507220138 snapshot20150507220236 snapshot20150507220301

i jak chłopiec się zachowuje.

snapshot20150503224236 snapshot20150507220818

snapshot20150525212505 snapshot20150525212534 snapshot20150525214920

Mama, też z trudem mieszcząca się w roli kobiety, ma jej to za złe. Ale nie tylko z powodu wychodzenia poza gender Rozalka zajmuje w Borze pozycję szczególną. Trochę podrzędną, trochę uprzywilejowaną. Jest córką nauczycielki, ale jakieś dziwnej, wdowy, bez własnego kąta, która wszędzie chodzi krokami dragona z kluczem do oznaczania roślin, budząc zdziwienie i śmiech zdezorientowanych sąsiadów.

snapshot20150503220419 snapshot20150511212334

Krystyna Sienkiewicz w roli mamy Rozalki

Dziewczynka natychmiast dostaje przezwisko „Olaboga”, które streszcza konserwatywną reakcję prowincjonalnego otoczenia, ale zostaje przez nią wykorzystane jako przedmiot dumy: „Trzeba było je wykrzyknąć jak zawołanie bojowe, jak okrzyk zdumienia, podziwu i nie wiem jeszcze czego. Ale jej przezwisko w każdym razie na pewno miało za sobą wykrzyknik”.

Rozalka, wyczulona na niesprawiedliwość, widzi krzywdy, z którymi inni się dawno pogodzili, i działa, by je naprawić. Z tym wiążą się jej najgorętsze pragnienia. O zmianie na lepsze i sobie w roli wybawicielki najczęściej marzy. „Zamawia” sobie sny o świętym Jerzym, obrońcy pokrzywdzonych, ale ten nie przybywa. Na szczęście Rozalka jest uparta i ma skłonności przywódcze, wchodzi w rolę rycerza i często udaje jej się osiągnąć cel. Na przygadywanie, że świata nie przerobi, ma krótką odpowiedź: „A właśnie, że przerobię”.

Dziecko pewnej kobiety nie ma siły ssać piersi. Matka już z niego zrezygnowała, pogodziła się ze smutnym przeznaczeniem. Prezentuje jednocześnie chłopski fatalizm i niewiedzę o nowoczesnych sposobach karmienia niemowląt. To dość szokujący obraz polskiej wsi lat 60., gdzie niemowlęta jak w XIX wieku umierają, jeśli nie mogą być karmione mlekiem matki. Gorzej – doktor, który najwyraźniej też już postawił na dziecku krzyżyk, zagadnięty przez Rozalkę, mówi bez przekonania: „Trzeba by tu szpitala. Specjalnego pokarmu. Mieszanek. Ta kobieta ich nie przygotuje”. Dziewczynka przyprowadza zrezygnowanej matce kozę, objaśnia jak przygotowywać i podawać dziecku kozie mleko. Podporządkowuje sobie dorosłą kobietę i zmusza ją do działania.

 snapshot20150519211229

Sąsiedzi trzymają niewidomą córkę w chlewie. Rozżalona Rozalka wszczyna konflikt, płacze, krzyczy, za co porządnie obrywa od brata więzionej.

snapshot20150519212641

Chłopak zostaje zawieszony w prawach ucznia. Od tej pory akcja toczy się dwutorowo. Sprawą niewidomej dziewczynki zajmuje się Kwietniowa, żona przewodniczącego miejskiej rady, która ruga nieudolnego męża: „Co z ciebie za przewodniczący! Na twoim terenie takie sprawy się dzieją! Dziecko niewidome chowają w chlewie! Jak zwierzę! Znęcają się. A ty nic! Dziewczyna naraża się, walczy, bije się o sprawiedliwość. […] Do zakładu trzeba, do lekarzy, do szkoły. Ruszaj, załatwiaj, staraj się! Na co cię wybrali? I Kwietniowa już chustkę na głowę. Pędzi. Trzask drzwi”.

snapshot20150519211502 snapshot20150503223232

Krystyna Tkacz jako Kwietniowa, matka Klimka

Rozalka zaś z sińcem pod okiem staje w obronie kolegi, który ją pobił. On nie jest chuliganem, zdenerwował się, krzyczałam na niego, on nie jest winien, musi się uczyć. „To ciemni ludzie”, ich syn też taki będzie, jeśli zostanie usunięty ze szkoły. Kierownik nie słucha,

snapshot20150519212723

więc Rozalka ukrywa się i stawia warunek – nie wróci, dopóki chłopakowi nie cofną kary.

Kwietniowa byłaby lepszą przewodniczącą niż mąż, a Rozalka jest do niej podobna: „energiczne i porywcze, szorstkie i jednocześnie skore do naprawiania świata”. Kto wie, może w przyszłości obejmie funkcję? Nadaje się tym bardziej, że w Borze, stojącym przed wielkim modernizacyjnym skokiem i z tego powodu skłóconym, Rozalka nie opowiada się ani za nowym, ani za starym porządkiem. Bierze co dobre z tradycji i z nowoczesności. Przede wszystkim domaga się sprawiedliwości. Kiedy w przeddzień lipcowego święta zostaje wyróżniona zaproszeniem na przyjęcie dla dzieci pracowników powstającej kopalni – nie chce iść sama. Domaga się, by dyrektor zaprosił wszystkie dzieci z Boru, bez podziału na lepsze i gorsze.

Rozalka nadaje się na lokalną polityczkę również dlatego, że chce i potrafi być każdym. Jest ruchliwa, żywiołowa, empatyczna, chłonie przyrodę, słońce i wiatr.

snapshot20150503222216 snapshot20150503220321

Nie pilnuje swojej skóry, swego ciała, opala się, płowieje, moczy w wodzie, brudzi, kaleczy, parzy pokrzywami, znosi na sobie do domu błoto i siano. Oddaje się bez reszty. Nie ma własnej tożsamości. Nabiera cech spotykanych ludzi, ulega wydarzeniom. Przymierza się do różnych zachowań, nawet skrajnie obcych, jak bezruch aptekarzowej, nieporadnej pani Sabinki, która, zdobna w koronki i pierścionki, pędzi osobliwy żywot w pokoju pełnym roślin i ptactwa. Sama podobna do ptaszka w klatce czy lalki. „Rozalka czasami siada na krześle tak samo jak pani Sabcia – przechylona w tył, jakby omdlała. Kładzie na kolanach ręce. „Jestem pani aptekarzowa” – wyobraża sobie. – Ale dłonie Rozalki są szorstkie, czerwone, takie brzydkie dziewczyńskie łapska”.

snapshot20150624220619

Rozalka przyjmuje punkt widzenia aptekarzowej (w tej roli Anna Milewska)

snapshot20150519210621

Tutaj Rozalka naśladuje starą chłopkę

Kiedy słyszy, że dzieci dawniej częściej chorowały i umierały, postanawia, że zostanie lekarzem. „Och, czymże już nie postanawiała zostać Rozalka! Misjonarką, szewcem, lotniczką, podróżniczką, furmanem, a teraz jeszcze – lekarzem”. Kiedy zobaczy, jak się w Borze Dolnym robi garnki, zapragnie być garncarką. Po wycieczce do lasu chce zostać gajowym(-wą?), po przedstawieniu – aktorką. W ten sposób Rozalka ciągle zmienia perspektywę i w szczegółach poznaje lokalną społeczność. Spojrzenie na regularne pudełka nowych bloków uświadamia jej konieczność indywidualizacji władzy: „A każdy człowiek jest inny. Niepodobny do geometrycznego rysunku. Ma inny nos, oczy, uszy, ręce. Inne serce, inne zachcianki. Okropnie trudno byłoby wymyślić wzór geometryczny na każdego człowieka”. Ona oczywiście o władzy nie myśli, ale można powiedzieć, że się do niej praktycznie przygotowuje.

Pewien kłopot ma z Głupią Aurelką, wariatką bytującą na dalekim marginesie społeczności, odrażającą i śmieszną, a dla Rozalki groźną.

snapshot20150511214045 snapshot20150511214056

Dziewczynka ucieka przed obłąkaną żebraczką, ale się tego wstydzi. Przełamuje wstręt i lęk – najsilniejsze odruchy powodujące odrzucenie odmieńca. Zaprzyjaźnia się z Aurelką, której podarowuje chusteczkę, czyli coś, co obwieszoną szmatami kobietę na pewno ucieszy. Dar stara się nadążyć za niezrozumiałym szaleństwem, choć mógłby być protekcjonalnym napomnieniem (np. mydło).

Banda Walka Górala kradnie jabłka z sadu organisty, który kusi tym bardziej, że otacza go mur z drutem kolczastym i strzeże zły pies. Suche, czarne od słońca chłopaki stają się złodziejami, a organista jest pysznym posiadaczem, który budzi zazdrość, a więc demoralizuje społeczność swoim bogactwem. Rozalka kołysze nogami w uwalanych gliną trepkach, jej myśli luźno skaczą z tematu na temat i roi jej się wielkie wspólne jabłko. Wszyscy mogliby je gryźć i wcale by nie ubywało. Powieść kończy wyświetlająca się przed zamkniętymi oczami dziewczynki wizja potopu, przed którym mała zbawczyni ratuje kopalnię i Bór. Rozalka raczej nie poprzestanie na małych zasługach.

Następny wpis też będzie o marzeniach. Dokładniej o bohaterkach, które uciekają z domu, żeby swoje marzenia spełnić albo odnaleźć.

Reklamy

O czym marzy (nowoczesna) dziewczyna

Marzenia to bardzo ważna sprawa. Świadczą o stopniu wyemancypowania pragnień. A wiadomo, że pragnienia nie zawsze odpowiadają obyczajom i deklaracjom. Na przykład dziewczyna, która ma apetyt na jak największy kawałek świata i jak największe społeczne uznanie, w czterech ścianach swego pokoju może składać uniżone hołdy przed ołtarzem obiektu miłości.

1-Scan-006 wiekszy_m

Okładki Krystyny Ziołowskiej

Tereska (Joanna Chmielewska, Zwyczajne życie, 1974; Większy kawałek świata, 1976; Duch, 1983) wiedzie niezależne, wypełnione pracą i przygodami życie, odnosi sukcesy detektywistyczne. Od najmłodszych lat „gorąco i namiętnie pragnęła mieć urozmaicone życie. Wszelka myśl o stabilizacji, normalizacji, bezruchu i zastoju była jej wstrętna”. Ale marzenia ma „staroświeckie i zacofane jak przed wojną”: „Na dnie serca i duszy starannie hodowała swój ideał wielkiej miłości. Prezentując na zewnątrz sceptycyzm przeciętnej miary i coś w rodzaju realizmu życiowego, w najtajniejszych zakamarkach jestestwa kryła wiarę w owo nadludzkie uczucie. Miało to być coś potężnego, świętego, unikalnego, opartego na porozumieniu dusz, acz niewątpliwie cielesnego”. Zanim pojawi się odpowiedni obiekt, urokliwy skrypt romantyczny działa na niekorzyść dziewczyny. Boguś powoduje u ruchliwej, elokwentnej, inteligentnej Tereski osłupienie, utratę mowy, „zidiocenie”. Kiedy go nie ma, ona nic nie robi, tylko przygotowuje się na spotkanie. Ćwiczy rolę idealnej kobiety. Boguś wywołuje u niej masochistyczne fantazje – o tym, jak robi Teresce sekcję zwłok albo jak Tereska zostaje napadnięta, a on ją ratuje i unosi jej omdlałe ciało. Albo jak przybywa z bukietem czerwonych róż i przed nią klęka. Przymknięte oczy marzącej, rzewny uśmiech, pustą gestykulację i pocałunki składane na wyobrażonych ustach widzimy, co istotne, zdumionymi i mizoginicznymi oczami brata.

Romantyzm sprowadza się do póz i gestów „z zeszłego wieku”, które trzeźwa Tereska uznaje za śmieszne, co nie przeszkadza jej o nich marzyć, kiedy „wszelkie tamy rozsądku pękają”. „Prawdę mówiąc, gdyby Boguś istotnie ukląkł, sama byłaby zdania, że pewnie zwariował, cóż jej jednak szkodziło sobie powyobrażać?” – Chmielewska wie, że w dziewczęcych głowach i sercach nakładają się rozmaite, często sprzeczne warstwy kultury. Imaginacja może być dziewiętnastowieczna, a praktyka na wskroś nowoczesna. W przestrzeni dziewczęcego pokoju dochodzi do kompromitującej eksplozji archaicznego porządku kulturowego, która jest doraźną kompensacją nieodwzajemnionej miłości. Nie ma to większego wpływu na sceptyczną postawę życiową Tereski. Wygodnictwo Bogusia zaczyna bohaterkę zrażać, jeszcze zanim złoty młodzieniec zainteresuje się inną dziewczyną. On, chociaż dorosły, wymaga, by jego rodzice „ustawili ukochanego jedynaka”. Ona od dawna nie liczy na finansową pomoc, sama zarabia na swoje potrzeby. W tym przypadku nawet upajająca bliskość obiektu marzeń nie powstrzyma Tereski od rzeczowej uwagi: „Płać sam”.

Brak kontroli nad ciałem (miękkie kolana, rumieniec, bezwiedny uśmiech, niesłyszenie) i erupcja fantazji to aktywność quasi-seksualna, która jest u Chmielewskiej antyemancypacyjna. Przy odpowiednim mężczyźnie pożądanie i rojenia zanikają. Tereska i Robin mogą się nie widywać miesiącami, ona nie czeka i nie wyobraża sobie spotkania. On jej nawet nie pocałował, ale tym większą mają pewność co do wspólnej przyszłości, do której się oddzielnie intensywnie przygotowują. Przez naukę i pracę. Tereska musi w przygotowania włożyć więcej wysiłku, bo starszy o kilka lat Robin znacznie przewyższa ją doświadczeniem i umiejętnościami. Plany i rzeczywistość idealnie do siebie przylegają. Romantyczny ideał miłości staje się (przystojnym) ciałem. Nie ma tu miejsca na marzenia. „Zidiocenie” też nie występuje. Po jednej stronie są więc marzenia, seks i uległość, po drugiej zbędność marzeń, erotyzm potencjalny, odłożony na później i emancypacja (z warunkowym uznaniem wyższości mężczyzny). Dziwne, prawda?

Logika Chmielewskiej to etap pośredni, wiodący do bohaterek Małgorzaty Musierowicz, których marzenia zdominowali chłopcy. Cesia (Szósta klepka, 1977) marzy o wielkiej miłości, dzieciach i wnukach. Boleje, że ze względu na brak urody będzie całe życie sama. Aniela (Kłamczucha, 1979) omdlewa na samą myśl o Pawełku, na sam dźwięk jego głosu w słuchawce. Roi o nim równie intensywnie, jak o karierze aktorskiej, dopóki nie wyleczy jej z zauroczenia perspektywa cynicznej pomocy domowej. Gabrysia (Kwiat kalafiora, 1981) sportową szorstkością pokrywa słabość do Pyziaka, zanim nie zrozumie, że nie wolno lekceważyć kodu romantycznego. W tym momencie nareszcie zaczyna na niego czekać oraz to i owo sobie wyobrażać, a mianowicie jego zachwyt jej „nowo odkrytą kobiecością”. Prawdziwą mistrzynią wyłączania się z rzeczywistości, stymulowanego na przykład arcyromantyczną lekturą Jane Eyre, jest Ida (Ida sierpniowa, 1981), jak Cesia zgnębiona swoją rzekomą brzydotą i niewiarą w możliwość wzbudzenia chłopięcego uczucia.

szósta klepka ida

W szczegółach różnie bywa, intrygi są urozmaicone, trochę je tu uprościłam, ale marzenia zawsze służą opierzeniu brzydkiego kaczątka, wyłonieniu się dojrzałej kobiecości w kształcie, który stał się firmowym znakiem Musierowicz – jednocześnie łagodnej i władczej. Autorka pisze o marzeniach swoich bohaterek z pobłażliwą ironią, ale brak romantycznych marzeń (w przypadku Gabrysi) to naprawdę paskudna sprawa – skutkuje zupełnie niekobiecą agresją. Marzenia zasługują na nagrodę, która co prawda w kolejnych tomach „Jeżycjady” obróci się w rozwód, ale potem znów stanie się nagrodą, nagrodą, nagrodą.

Kłamczucha kwiat

Nie znajdują natomiast kontynuacji nieromantyczne, czyli niereprodukcyjne zamiary bohaterek, które trudno nazwać marzeniami, np. ogólny plan naprawy stosunków społecznych ESD czy szczegółowy projekt świetlicy dla dzieci. Aniela spędza wieczory, grając wielkie role polskiej i światowej dramaturgii przed wyimaginowanymi tłumami i słuchając równie wyimaginowanych frenetycznych oklasków. Czyli marzenia zawodowe bywają u Musierowicz istotne. I nawet się realizują, ale i tak schodzą na dalszy plan wobec roli żony i matki. Mila zrezygnowała z pracy zawodowej, żeby wychowywać córki. One niby już nie mogły zostać szczęśliwymi kobietami domowymi, wypadłyby zbyt groteskowo. Ale przecież na poziomie obrazu i fabuły tak właśnie jest. Ich aktywność profesjonalną widzimy bardzo rzadko.

W złotej, przedmusierowiczowskiej erze powieści dla dziewcząt taka hierarchia marzeń była nie do pomyślenia. Kasia (Krystyna Siesicka, Zapach rumianku, 1969) ma różne pomysły na przyszłość. Pod wpływem przypadku Renaty, której trzeba było szybko załatwić aborcyjny pobyt w wojewódzkim szpitalu, chce pracować w Poradni Świadomego Macierzyństwa. Jednak to racjonalny plan, jeden z wielu, a marzenie Kasia ma tylko jedno – grać, być aktorką. Koniecznie telewizyjną. Nie dam się, jak mama, „postawić na jednej scenie”, zastrzega. Teatr jest zbyt elitarny. Chcę „dać radość” jak najszerszej widowni. Jej chłopak tłumaczy to przekonaniem o społecznych zobowiązaniach sztuki i potrzebą interakcji ze ściśle określonym widzem: „Swoją dolę do życia tutaj [na wsi] chce dołożyć, to się dla niej zrobiło pierwsze. Grać będzie Rucianowskim, Zychowiakom, Urszulce Grzelakowej, Sopoćkom, może i Klimackiemu”. Wróci tu choćby na chwilę, żeby zobaczyć konkretnych ludzi, „żywych mieć przed oczyma i widzieć, jak na nią patrzą, jak jej słuchają”.

Siesicka Wiktor Chrucki (1) Siesicka Chrucki 4 (1)

Okładka i strona tytułowa Wiktora Chruckiego

Kiedy więc Kasia dostaje rolę Ani Shirley w Teatrze Młodego Widza, jest szczęśliwa. Nareszcie uporządkowało jej się w głowie, widzi swoje życie trochę dalej niż do jutra. Napawa ją to pewnością siebie. Wszystko, w tym Rafał, przestaje się liczyć. Wsadza nos w scenariusz, ćwiczy chodzenie w sukience. Nagle dostrzega dookoła dużo dziewczyn, potencjalnych widzek: „Otworzą sobie telewizor w którąś tam niedzielę, żeby »Anię« obejrzeć, prawda? […] Więc muszę się straszliwie starać, żeby im to trafiło. Przekręcą gałką, ekran się rozjaśni, dziewczyny patrzą, Ania stoi na stacji i czeka na Mateusza. To będę ja”.

ania

A co ze mną? – pyta Rafał, który rozumie radość spełniania marzeń, ale czuje się urażony, a nawet zdradzony. Kasia „poderwała tę rudą sensatkę”, to z nią teraz spędza czas. Zaprzątnięta przygotowaniami do roli zapomniała o intymnym rytuale – nie pomachała mu z ganku na pożegnanie. On, wykluczony z przedsięwzięcia, pożycza „Anię” od zdziwionej koleżanki i ku jeszcze większemu zdziwieniu ojca czyta do trzeciej nad ranem, żeby sprawdzić, z kim przegrywa. Wreszcie uczciwie przyznaje, że to rola warta zaangażowania.

Za przesadnie śmiałe marzenia bohaterka powieści mogła zostać skarcona. W Godzinie pąsowej róży Marii Krüger (1960) Anda zostaje zesłana do epoki gorsetu za zbytnią nowoczesność, objawiającą się m.in. marzeniem o karierze gwiazdy sportu przy jednoczesnej obojętności na imperatyw młodzieńczego flirtu (treningu do roli żony i matki). Oprócz sławy planuje mieć pieniądze na stroje i samochód.

1-Scan-013.BMP        1-Scan-013

Okładka książki i ilustracje Bożeny Truchanowskiej

Wprost się o tym nie mówi, ale marzenia materialistyczne nie świadczą o niej zbyt dobrze i są częścią przesadnie nowoczesnej kondycji Andy, która musi zostać reedukowana przez podróż w czasie. W XIX wieku Anda uczy się marzyć o miłości i małżeństwie. Zaznaje gorzkiego fiaska tych marzeń, czyli staropanieństwa, a potem w wariancie równoległym tak samo gorzkiego ich spełnienia. Chodzi o to, by zrozumiała, że były czasy, gdy nieziszczenie dziewczęcych marzeń i ziszczenie były jednakowo fatalnym scenariuszem.

1-Scan-022 polski film - godzina pasowej rozy 1963 (sld=kgb).avi_snapshot_00.57.06_[2013.12.27_17.12.28]

I stała się bardziej romantyczna.

polski film - godzina pasowej rozy 1963 (sld=kgb).avi_snapshot_01.16.57_[2013.12.27_17.38.19] polski film - godzina pasowej rozy 1963 (sld=kgb).avi_snapshot_01.16.52_[2013.12.27_17.38.09]

Kadry z ekranizacji w reż. Haliny Bielińskiej. W roli Andy Elżbieta Czyżewska, w roli romantycznego Karola Jerzy Nasierowski

Również inna material modern girl, Ula z „Lata nagich dziewcząt” Stanisławy Fleszarowej-Muskat (1960), dostaje nauczkę, co prawda nie tak drastyczną. Ula nie ma marzeń, lecz finansowe plany. Zamierza się życiu dobrze ustawić przy pomocy dobrze ustawionego faceta. Skromna, acz niezależna egzystencja mamy, portowej rzeczoznawczyni kauczuku, która mieszka w obskurnym mieszkaniu dzielonym z dwoma innymi lokatorkami i nie kupuje drogich ciuchów, córce wydaje się godna politowania. Jesteśmy w Sopocie, są wakacje, jest jazz, w luksusowych lokalach szpanuje polski i zagraniczny high life. Ulka patrzy, porównuje i obcesowo poucza mamę: „Nie bądź głupia – powiedziała serdecznie. Wiem, że mogłoby być gorzej, ale dlaczego nie ma być lepiej? Czy nie widzisz, jak ludzie żyją! Ile mają pieniędzy! Czy my zawsze musimy żyć z twojej pensyjki, no i co z tego, że ja kiedyś zarobię na tej chemii, na którą mnie wrobiłaś! Widziałaś te parkingi na Powstańców Warszawy? I jakie baby jeżdżą tymi wozami? Umiały się urządzić”. Chęć urządzenia się przy braku romantycznych marzeń nieodmiennie pcha ją w ramiona starszych panów, czyni z niej kociaka, niemal prostytutkę. W pewnym momencie są to ramiona nieświadomego ojca, który po prostu podrywa i tuli w tańcu chętną dziewiętnastolatkę. Nieporozumienie szybko wychodzi na jaw, ale na postępowanie Uli pada cień kazirodztwa. W końcu sama zaczyna mieć tego wszystkiego dosyć i życzliwszym okiem spogląda na rówieśnika, który nic jeszcze nie zdążył osiągnąć. Wraca do odpowiedniej do wieku roli, plany zastępuje marzeniami. Jednocześnie jej mama się zakochuje i dwuosobowa rodzina zmierza ku normatywnej rekonstrukcji.

Lato nagich jarosław Kosiorek

Okładka Jarosława Kosiorka do późnego wydania z 1991

Rzeczoznawczyni kauczuku uosabia aspiracje okresu socrealizmu – niezależność finansowa, „męska” praca, którą lubi i z której jest dumna, to wszystko, czego jej trzeba. Słynny drugi etat dzięki współlokatorce emerytce jest właściwie półetatem, więc aż tak bardzo jej nie ciąży. Ulka (i jej przyjaciółka Be) występuje jako kwintesencja dążeń odwilżowej młodzieży – ma większe potrzeby konsumpcyjne i żadnego etosu pracy. Jej uznanie budzi stan posiadania i wygląd kobiety, nawet jeśli zawdzięczany mężczyźnie. Taka różnica wzorców to częsty temat powieści opublikowanych na początku lat 60. Na przykład „Tancerzy” Jackiewiczowej, o których już tu kiedyś pisałam. Powieść Fleszarowej-Muskat kończy się kompromisem – matka i córka obie się romantyzują, przez co złagodzeniu ulega zarówno socrealistyczny, jak i odwilżowy wzorzec aspiracji. Dotychczasowy styl ich życia staje się aberracją, odstępstwem od uniwersalnego wzorca, który dopiero teraz ma zostać zrealizowany.

W Córki chcą inaczej Eugenii Kobylińskiej-Masiejewskiej (1966) Bożena, córka pielęgniarki, „ma zdolność do szycia”, w liceum czuje się nie na miejscu, zbiera dwóje, źle się prowadzi, przez co prawie zalicza gwałt na randce. Mama, zapewne pod wpływem swoich doświadczeń zawodowych, chce, żeby studiowała medycynę. Żywi aspiracje, których córka nie podziela. Idealizuje ją i przez to krzywdzi. Pada retoryczne pytanie: „Czy krawcowa nie jest pożyteczną jednostką?”.

1-Scan-012 1-Scan-001.BMP

Obwoluta i strona tytułowa Gizeli Bachtin-Karłowskiej

Oczywiście, jest. Nie należy przesadzać z marzeniami. Muszą się one wiązać z predyspozycjami. Zasada dotyczy chyba tylko bohaterek ze środowisk nieinteligenckich. Taka Jagoda Sobociak (Ludwika Woźnicka, Jagoda w mieście, 1968, i Jagoda dojrzewa, 1980), przybyszka ze wsi, nawet nie pomyśli o byciu lekarką. Już zawód pielęgniarki to szczyt jej marzeń. Nie chce też zostać w mieście, zamierza wrócić do siebie.

Zdjęcia-3736 Zdjęcia-3737

Okładki Anny Włoczewskiej i Małgorzaty Krasuckiej

Można by tego typu fabuły uznać za zniechęcanie do awansu i wyraz sceptycyzmu wobec zdolności aspirujących dziewcząt. Ale można też interpretować jako dowartościowanie innych niż miejsko-inteligenckie wzorców aspiracji. Bożena w każdym razie szczęśliwie przenosi się do szkoły odzieżowej i opamiętuje moralnie.

Hm, ten post miał dotyczyć głównie „Tabliczki marzenia” Haliny Snopkiewicz z krótkim wprowadzeniem o innych książkach. Tymczasem wstęp niespodziewanie się rozrasta. Tak to już jest z dziewczęcymi marzeniami. Wszystko się ze wszystkim łączy. Jak napisać krótko o marzeniach Rozalki, którym podporządkowana jest cała powieść Anny Kamieńskiej? Więc może na razie zawieszę temat. Następny wpis pojawi się już niedługo i będzie dotyczył marzeń niemiejskich i nieinteligenckich.