Getto?

Zanim o Teresce i Okrętce, jeszcze Frankowska.

Jej przypadek nie daje mi spokoju.

Wikipedia informuje krótko, że urodziła się w 1953 roku i była dziennikarką i pisarką. Frankowskiej nie notuje słownik „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury”, który notuje niemal wszystkich, ani „Słownik literatury dziecięcej i młodzieżowej” Ossolineum.

Frankowska to najwyraźniejszy znany mi przykład zamknięcia świetnej pisarki w getcie literatury dla młodzieży. Jak do niego doszło? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by zbadać mechanizmy rządzące produkcją literacką kobiet w PRL-u i biografię Frankowskiej. Jedno jest pewne – jakiej by nie miała wartości dla nas, w hierarchii gatunków stworzonej przez białych martwych mężczyzn literatura dla dzieci i młodzieży, a zwłaszcza dla dziewcząt, jest literaturą minorum gentium. Ile świetnych pisarek nigdy nie przeszło do pierwszego rzędu? Frankowska otwiera moją listę.

Wiem o niej niewiele więcej, niż można wywnioskować na podstawie twórczości. Znalazłam jeszcze tylko autoprezentację autorki na skrzydełku debiutanckiego zbioru opowiadań „Zatańcz z moją dziewczyną” (wydanie drugie z 1978 roku).

1-Scan-004

Uczącej się warsztatu autorce tej książki daleko jeszcze do przemyślnej i zręcznej autorki „Ślicznego poranku” (1988) czy „Mamusi” (1986), choć w „Zatańcz z moją dziewczyną” rozpoznajemy już późniejszą gorycz, cyniczne przełamywanie sentymentów, bezpośrednie mówienie o pieniądzach, skłonność do otwartych zakończeń.

W „Koncercie na troje skrzypiec”, jednym z lepszych opowiadań tego zbioru, mamy monologi wewnętrzne trzech młodych kobiet uczestniczących w tej samej lekcji fizyki – klasowej buntowniczki, prymuski i nauczycielki. Każda czuje się samotna i źle osądza dwie pozostałe. Nawet profesorka i jej ulubienica mają o sobie mylne wyobrażenie. Wisi nad nimi wielkie nieporozumienie, za które odpowiedzialna jest patriarchalna kultura. Co gorsza, prosta kontrkultura, reprezentowana przez buntowniczkę, niczego nie zmienia. Potrzebna byłaby kontrkultura feministyczna, ale ani bohaterki, ani autorka najwyraźniej o niej nie słyszały, mimo że na przykład kobiece marzenie o studiowaniu fizyki jądrowej nie jest w ich świecie niczym niestosownym.

Na mnie największe wrażenie wywarł (domyślcie się dlaczego) monolog prymuski, która chciałaby dostać dwóję, ale uniemożliwia jej to silne poczucie obowiązku, nawyk spełniania oczekiwań i zależność od uznania otoczenia: „No więc było pragnienie, a zaraz potem bunt, marzenie, żeby coś zawalić, zepsuć, wywołać skandal, stać się centrum negatywnych zdarzeń i żeby już nikt nigdy nie stawiał mnie za przykład. Przecież to potworne! Potworne!”.

1-Scan-005

Opowiadanie „Łucja” z tegoż zbioru koniecznie przeczytajcie same. Uchylę tylko rąbka tajemnicy. Zostaje w nim subtelnie zdemaskowany typ romantyka, który swego czasu uwodził nas wszystkie. Ironię „Uroczego rodzinnego landszafciku” też najlepiej poznać samemu.

Frankowska poza opowiadaniami napisała dwie minipowieści – „Przecież to wszystko” (1979) i „Halinę” (1988) – o których można by długo, ale zbyt wiele książek i autorek przed nami, a czasu nieodmiennie brak. Napiszę więc tylko krótko o „Mamusi”, która podobnie jak „Śliczny poranek” ukazała się w serii „Ważne Sprawy Dziewcząt i Chłopców” i jest chyba jeszcze bardziej przejmująca.

Córka chłodno obserwuje tu i analizuje rozwiedzioną matkę, która z przyczyn ekonomicznych wynajmuje jeden z pokojów ciasnego blokowego mieszkania. Kobieta wstydzi się mówić o seksie i pieniądzach, ale musi znosić odgłosy fizycznej miłości z pokoju sublokatorki i tylko do połowy miesiąca może myśleć o pozbyciu się namiętnej i bezceremonialnej pani Ewy. Frankowska jest mistrzynią w przedstawianiu ekonomicznego przymusu.

Świetna jest również parada przewijających się przez mieszkanie samotnych kobiet różnych profesji. Sublokatorki widzimy oczami dziecka, a kilkuzdaniowe charakterystyki dostarczają wymownych szczegółów obyczajowych.

Świetny i wstrząsający jest portret matki szkicowany przez córkę, która podejrzewa, że zgnębiona awanturami z mężem i walką o byt mamusia „najlepiej […] czuje się wówczas, gdy jest zmęczona, niewyspana, zaharowana”. Stara się być niewidoczna, bo wyczerpała się jej życiowa odwaga.

Córka próbuje na własny użytek zsyntetyzować wnioski płynące z obserwacji matki i głośnej sublokatorki, która wręcz przeciwnie – „sama w sobie jest jak transparent” i nie boi się być „widocznym człowiekiem”. Jaki jest rezultat tych dziewczyńskich kalkulacji? Przekonajcie się same.

A potem pomóżcie mi zastanawiać się nad kwestią, która właśnie mi przyszła do głowy. Czy dla Frankowskiej i jej czytelniczek rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby została autorką książek dla dorosłych? W końcu perspektywa dorastającej dziewczyny, skrót fabularny i inne najlepsze cechy jej pisarstwa mogłyby się nie zmieścić w konwencji „dorosłej” popularnej prozy psychologicznej, która zresztą też nie cieszy się zbyt wielkim prestiżem.

Może to jednak był wybór?

PS. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie coś więcej o Annie Frankowskiej, proszony jest o pilne podzielenie się informacjami.

Reklamy

8 thoughts on “Getto?

  1. montal

    Podrzuciłam „Śliczny poranek” mojej mamie, usłyszałam, że „Frankowska Ameryki nie odkryła”, a jednak ta nasza powszednia Ameryka rzadko bywa tak ironicznie i na zimno opisywana. Wielkie dzięki za autorkę – będę poszukiwała w miejscowej bibliotece.

    Odpowiedz
  2. Ewa Kraskowska

    Nie znałam tej autorki, bo to moja rówieśnica. Dzięki za trop, chętnie zajrzę do książek Frankowskiej, a co do pytania, które Pani stawia, to pisanie dla dzieci i młodzieży jest też finansowo o wiele korzystniejsze niż pozostawanie na obrzeżach literatury dla dorosłych, na co Frankowska byłaby jak nic skazana. Zresztą może właśnie coś pisze, czas przeszły w odniesieniu do zaledwie sześćdziesięciolatki to przesada!

    Odpowiedz
    1. elizaszybowicz Autor wpisu

      Też mam nadzieję, że pisze! Może się odezwie? Gorąco zachęcam do lektury jej książek, na pewno jeszcze będę o nich pisać. Co do finansów – pisała bardzo mało, więc chyba nie miało to aż takiego znaczenia. Oczywiście nakłady z dzisiejszego punktu widzenia ogromne, ale chyba jak na ten czas nie za duże. Porównam z innymi powieściami z analogicznych lat i przedstawię, co mi wyszło.

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s